Czy moje dziecko jest już gotowe do szkoły?

Już wkrótce wielu rodziców 6-latków stanie przed trudnymi decyzjami. Czy posłać swoje dziecko do szkoły, czy do klasy zerowej, a jeśli do zerówki to lepiej w szkole, czy w przedszkolu?

Test Gotowości Szkolnej>

Każdy rodzic sam musi podjąć decyzję. Zaczął się czas spotkań dla dzieci i rodziców w szkołach, tak aby pokazać, jak placówki są przygotowane na przyjęcie 6-latków. Ja spędziłam sobotnie popołudnie na konferencji 6-latek w szkole – mądre wspieranie dzieciństwa, która odbywała się w jednej z warszawskich szkół. Największe wrażenie zrobiło na mnie wystąpienie dr Aleksandry Piotrowskiej. Dla mnie jako mamy 6-latka było to bardzo ciekawe i inspirujące, przekazane prostym i przystępnym językiem. Chylę czoła przed dr Piotrowską. Nie mogłam się oprzeć i chciałam na naszym blogu podzielić się tym, co dzisiaj usłyszałam i co mnie osobiście najbardziej poruszyło.

Zrzut ekranu 2016-02-27 o 23.20.06

Dojrzałość szkolna to złożone pojęcie. Przede wszystkim nie należy go rozpatrywać tylko w odniesieniu do samego dziecka, ale zawsze w kontekście szkoły. Trzeba wziąć pod uwagę, jakie współczesna szkoła ma oczekiwania w stosunku do dzieci, które rozpoczynają naukę. Gotowym trzeba być do konkretnych wymagań szkoły. A te dzisiaj różnią się od tych np. sprzed kilkudziesięciu lat. Nikt dziś nie wymaga od 7-latka, żeby uczył się greki i łaciny, jak to było w okresie międzywojennym.

Dr Piotrowska opowiedziała o 4 aspektach dojrzałości szkolnej:

1. Dojrzałość biologiczna.

Bardzo podstawowy i często pomijany aspekt gotowości do podjęcia nauki w szkole. Dziecko musi być odpowiednio rozwinięte fizyczne, być odpowiednio silne, zdrowe, sprawne. Dlatego tak ważna jest aktywność fizyczna, ale także sprawność manualna, ciągłe trenowanie siły i sprawności ręki. Dziś mamy np. plastelinę czy ciastolinę, a kiedyś rodzice musieli sami wymyślać masy sole i tego typu „kreatywne prace”. Człowiek jest tak skonstruowany, że to co ćwiczy, rozwija się, a to czego nie ćwiczy, jest zaniedbane i nie rozwija się. Stąd tak ważne jest trenowanie dużej i małej motoryki ręki.

Bardzo podstawowy i często pomijany aspekt gotowości do podjęcia nauki w szkole. Dziecko musi być odpowiednio rozwinięte fizyczne, być odpowiednio silne, zdrowe, sprawne. Dlatego tak ważna jest aktywność fizyczna, ale także sprawność manualna, ciągłe trenowanie siły i sprawności ręki. Dziś mamy np. plastelinę czy ciastolinę, a kiedyś rodzice musieli sami wymyślać masy sole i tego typu „kreatywne prace”. Człowiek jest tak skonstruowany, że to co ćwiczy, rozwija się, a to czego nie ćwiczy, jest zaniedbane i nie rozwija się. Stąd tak ważne jest trenowanie dużej i małej motoryki ręki.

2.  Dojrzałość poznawcza, czyli umysłowa

Związana z rozwojem umysłowym, intelektulanym, z wyobraźnią i myśleniem. Dziś zmienia sie rodzaj wiedzy, jaką przyswajają dzieci, ale nie oznacza to, że rozwój poznawczy u dzieci następuje dziś szybciej niż kiedyś. To, że dziś 3-latek zna nazwy dinozaurów – nawet po łacinie – nie oznacza, że jego rozwój poznawczy następuje szybciej. Ten sam 3-latek nie umie odróżnić brony od siewnika lub sosny od świerku. To tylko rodzaj przyswajanej wiedzy się zmienił.

To co w zakresie dojrzałości poznawczej zmieniło się na niekorzyść to koncentracja i skupienie uwagi. Dziś ze względu na ilość bodźców i stymulantów dziecku trudniej się skupić. Ma to negatywny wpływ na zdolność uwagi. A uwaga to wrota do całego systemu poznawczego.

Np. potem ta uwaga powoduje, że dziecko umie z uwagą doczytać do końca polecenie w zadaniu z matematyki. A w konsekwencji wie, co ma zrobić i robi to poprawnie. Dlatego szukajmy zabawek, zajęć i aktywności, które nie są krzykliwe, nie ociekają kolorami, dźwiękami, szumem, hałasem. Im mniej bodźców w tym przypadku – tym lepiej.

Zrzut ekranu 2016-02-27 o 23.21.21

  1. Dojrzałość emocjonalna

Określamy 6 podstawowych emocji danych nam genetycznie przez matkę naturę: zadowolenie (radość), złość, strach, smutek, wstręt i zaskoczenie. Okazuje się jednak, że w życiu przeżywamy tysiące emocji. I właśnie osiąganie dojrzałości emocjonalnej to nauka i odkrywanie, dochodzenie do tych wielorakich emocji. Wielu emocji nauczymy się dopiero doświadczając konkretnych sytuacji, które te emocje wywołują, np. w pracy w relacji z szefem, kolegami, w momencie kiedy stajemy się rodzicami, dziadkami, czy … teściową. Trudno się tego wcześniej nauczyć. Dr Piotrowska z uśmiechem mówiła, że w sumie wśród 18-latków pewnie 30% to osoby dojrzałe emocjonalnie, a wśród 50-latków… może 50%.

Obserwujmy nasze dziecko w tym zakresie na tle rówieśników. Jeśli w piaskownicy jest 5-cioro dzieci w tym samym wieku i 1 łopatka i czworo z nich umie się podzielić i poczekać na swoją kolej, a nasze – piąte dziecko – nie umie zapanować nad emocją związaną z faktem, że musi poczekać na swoją koleją, to wtedy wiemy, że dojrzałości emocjonalnej w tej konkretnej sytuacji jeszcze nie ma.

Ważne, żeby dziecko poddawać działaniu grupy, bo to właśnie inne dzieci najlepiej uczą siebie nawzajem emocji i reakcji na pewne sytuacje.

  1. Dojrzałość społeczna czy społeczno-moralna

U 5-latka, 6-latka, czy 7-latka dojrzałość społeczna jest nadal w sferze rozwoju. Musimy pamiętać, że nie wychowujemy dzieci dla siebie. Kształtujemy i wychowujemy nasze dzieci dla innych ludzi, ich przyszłych przyjaciół i partnerów życiowych. Człowiek jest członkiem grupy – sam musi być szczęśliwy, aby w grupie też umiał być szczęśliwy.

Bardzo powoli, od 5 roku życia dziecko zaczyna odkrywać normy, uczy się, co jest dobre, a co złe. Ten rozwój będzie trwał całe lata. Przecież nawet w życiu dorosłym unikamy pewnych zachowań dlatego, że jesteśmy świadomi ich konsekwencji…

Dr Aleksandra Piotrowska wspomniała także o hipotezie socjalizacji grupowej.

Czasy się zmieniają i maleje wpływ zarówno rodziców jak i szkoły / instytucji na wychowywanie dziecka, a rośnie wpływ grupy rówieśniczej.

Zrzut ekranu 2016-02-27 o 23.22.50

Doceńmy możliwości rozwojowe naszych dzieci.

Pozwólmy dziecku zmierzyć się z konsekwencjami jego zachowań. Nie wyręczajmy naszych dzieci – dawajmy im nawet drobne obowiązki w domu, tak aby wyrabiać w nich poczucie odpowiedzialności. To samo dotyczy odrabiania lekcji. Niech dziecko samo odrabia lekcje – to dziecko ma zadaną pracę domową, a nie my – rodzice. Dr Piotrowska daje świetne rady rodzicom pierwszaków:

Nie siedźcie na krzesełku obok i nie korygujcie szlaczków i rysunków dziecka. Upewnijcie się, że wie, jakie ma do wykonania zadanie. Pomagajcie, a nie wyręczajcie. Możecie być w zasięgu wzroku, obok. Jeśli dziecko niezbyt się przyłoży do pracy, to pozwólcie, żeby w pierwszej klasie „dostało zapłakane słoneczko” i żeby samo zmierzyło się z konswekwencjami swoich działań.

Nie sztuka kochać dziecko. Ważne jak kochamy – to powinna być miłość uskrzydlająca, rozwijająca, a nie toksyczna.

Anna Sawa, mama 6-latka